Dzień chłopaka

30 września - Dzień Chłopaka. Coroczna huczna impreza w naszej szkole, zorganizowana przez Samorząd Szkolny. Szkoda tylko, że co roku chłopacy muszą zmagać się w konkurencjach typowo damskich. Może kiedyś wymyślimy dla nich takie zawody, w których mogliby się wykazać jako faceci.

Do konkurencji stanęło po 2 chłopców z każdej klasy. Poza II LO nikt nie miał problemu z wytypowaniem kandydatów. Jednak i w tej klasie zaleźli się chętni: Alan , jako ubiegłoroczny zwycięzca "Supermana Logosu", i Marcin, którego wszyscy namawiali, ale przez dłuższy czas okazał się oporny na prośby.

Pierwszą zabawą było zjedzenie cytryny bez skwaszenia miny. Każdy z uczestników dostał po połówce owocu i łyżeczce, którą mógł użyć w celu wydłubania miąższu. Narzędzie okazało się zbędne, gdyż nasi zawodnicy potrafili nawet zjeść całą cytrynę. Wraz ze skórką. Niestety musiało odpaść dwóch najniżej punktowanych zawodników. Byli to Alan z II LO oraz Tomek z II G.

Samorząd dobrze zadbał o rekwizyty, więc nie zabrakło lalki, której trzeba było zaśpiewać kołysankę. Niektórym szło to dobrze, a innym dość opornie. Pierwszy spróbował Kuba z III LO, którego improwizacja została nagrodzona oklaskami i najwyższą punktacją. Nikt jednak nie zaprzeczy, że Marcin z II LO naprawdę się wysilił i zaśpiewał "Na Wojtusia z popielnika..." co również zaowocowała maksymalną ilością punktów. Były też inne interpretacje "kołysanek", np. "Jesteś szalona" w wykonaniu Maćka z I LO.

Taniec, znany również jako "belly dance", był trzecią konkurencją. Dwójka słynnych dj- Tomek N. wraz z Tomkiem O. puścili typowo bollywoodzkie rytmy, zmuszając naszych zawodników do "shake your ass". Kobiecej części widowni mógł się bardziej podobać ten rodzaj zawodów, choć niekoniecznie. Konkurencja była tak wielka (widać, że nasi chłopcy ćwiczą przed lustrami), że trzeba było zrobić dogrywkę. I tym razem zadecydować miała publiczność. Wygrał więc faworyt- Piotrek z III LO.

Do czwartej konkurencji potrzebne były partnerki. Należało zainscenizować krótką scenkę, napisaną przez organizatorów. Jedni mieli namówić swoje partnerki do dziecka, prosić o wybaczenie zdrady bądź przekonać ojca swojej wybranki na zgodę ślubu. Ubawu było co nie miara, a z pewnością najlepiej bawiła się publiczność.Dopasowanie koloru do nazwy okazało się nie lada problemem. Dwóch pierwszych uczestników poległo na starcie, za to dwóm ostatnim poszło najlepiej. Okazali się wyjątkami od reguły, że mężczyźni są daltonistami. Albo mieli nadzwyczaj łatwe kolory. Odpadli Marcin z II LO oraz Maciek z I LO.Piątą, a zarazem ostatnią konkurencjom, było ubicie jajka w jak najkrótszym czasie. Dwóch maturzystów Piotr oraz Kuba, musieli rozbić jajo, oddzielić żółtko od białka, a następnie je ubić. Piotr okazał się niezwyciężony, choć nie obyło się bez rozlania żółtka na podłogę. Oficjalnie został nagrodzony pucharem "Trzepacza Logosu". Kuba musiał zadowolić się różową(kolejny element kobiecości) szarfą wicetrzepacza.Impreza się udała. Teraz z zniecierpliwieniem czekamy na pomysły męskiej części Samorządu dotyczące Dnia Kobiet. Bo do tej pory żadna z dziewcząt nie wygrała tytułu "Trzepaczki Logosu"...

Fotorelacja w galerii